Najczęściej czytane wiadomości
Wyszukaj wiadomości
Przeszukaj serwis z Google
Najnowsze galerie

zobacz wszystkie

Znicz Basket postraszył niepokonanego Śląska
17 lutego 2013, 18:25, Redakcja Serwisu

Jeszcze na początku czwartej kwarty Znicz Basket Pruszków prowadził we Wrocławiu z faworyzowanym Śląskiem, ale w kluczowym momencie dwa ważne rzuty z dystansu trafił Paweł Kikowski, dzięki czemu wygrali gospodarze. Oprócz porażki martwi ponowna kontuzja stawu skokowego Michała Aleksandrowicza.

Pierwsze zdjęcia z Wrocławia

Przed starciem ze Zniczem Basket drużyna Śląska wygrała 22 mecze z rzędu i ustanowiła tym samym nowy rekord pierwszej ligi pod względem liczby kolejno wygranych spotkań. Walczący o uniknięcie fazy play-out pruszkowianie z tego powodu skazywani byli na gładką porażkę, ale po raz kolejny pokazali, że w koszykówce duże znaczenie odgrywa psychika. - Niczego nie zmieniliśmy przed tym meczem - otwarcie przyznał trener Michał Spychała. - Zespół zagrał jednak z determinacją, konsekwentnie i przede wszystkim cierpliwie w ataku i to są tego konsekwencje. Ważne, abyśmy w kolejnych spotkaniach zagrali podobnie - dodał opiekun Pruszkowian.

Gospodarze potraktowali niedzielny mecz niezwykle prestiżowo. Śląsk zwykle swoje mecze rozgrywa na małej, ciasnej, ale wypełnionej po brzegi hali Kosynierka na Mieszczańskiej, gdzie maksymalnie mieści się 1000 osób. Z okazji „Świętej Wojny” niekwestionowany faworyt do awansu przeniósł się na znacznie większą Orbitę, a podkreślając rangę
wydarzenia postarał się o zaproszenie honorowych gości. Wśród nich znaleźli się dobrze znani pruszkowskiej publiczności Raimonds Miglinieks, Dainius Adomaitis oraz wieloletni trener Śląska Andrei Urlep.

Atmosfera spotkania nie tylko nie udzieliła się koszykarzom Znicza Basket, a wręcz zmobilizowała ich do ciężkiej walki od pierwszych minut meczu. W grze pruszkowian niewiele było przestojów, rzadko pozwalali też rywalom skutecznie przeprowadzić dwie kolejne akcje w ataku. Pod tablicami dwoił się i troił Marcin Matuszewski, którego 11 zbiórek, w tym 4 na atakowanej tablicy, w dużej mierze wzięło się z ofiarności i determinacji.

Jeszcze przed przerwą zespół Michała Spychały zdołał wyjść na prowadzenie. Ba, utrzymał tę przewagę do końca trzeciej kwarty. Zwłaszcza w pierwszej części spotkania dobre podania kolegów, skutecznie na punkty zamieniał Tomasz Pisarczyk, który najczęściej znajdował się w sytuacji sam na sam z koszem. Gdy miejscowi zacieśnili strefę podkoszową, ważne rzuty z dystansu trafiali Dominik Czubek i Przemysław Szymański.

Śląsk miał jednak w swoim składzie zawodnika, który zdecydowanie wyrasta ponad poziom pierwszej ligi. Dobrze pilnowany przez pruszkowian Paweł Kikowski długo miał problem ze wstrzeleniem się do kosza, ale jak przystało na reprezentanta Polski w ważnym momencie trafił dwa kolejne rzuty z dystansu. Dopiero po nich wrocławianie odskoczyli na osiem punktów i wobec problemów z faulami przyjezdnych potrafili ją utrzymać do końca.

Niestety na dwie minuty przed końcem kontuzji stawu skokowego nabawił się Michał Aleksandrowicz, który z powodu tego samego urazu pauzował wcześniej przez dwa tygodnie. Więcej o stanie zdrowia obrońcy będzie można powiedzieć dopiero w poniedziałek, po wizycie u fizjoterapeuty.

Kolejne spotkanie Znicz Basket rozegra 23 lutego o godzinie 18 w hali Znicza w Pruszkowie. Rywalem będzie BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski.

WKS Śląsk Wrocław - Znicz Basket Pruszków 75:69 (18:15, 19:23, 16:16, 22:15)


WKS Śląsk Wrocław:
R. Hyży 16, M. Flieger 14 (3), A. Mroczek-Truskowski 11 (2), P. Kikowski 10 (2), Ł. Diduszko 9 (1), M. Gabiński 8, N. Kulon 3 (1), T. Prostak 2, P. Bochenkiewicz 2, T. Ochońko 0

Znicz Basket Pruszków: P. Szymański 16 (1), T. Pisarczyk 14 (1), D. Czubek 10 (2), Ł. Bonarek 9 (1), M. Matuszewski 8, G. Malewski 6 (2), M. Aleksandrowicz 6, M. Kwiatkowski 0


POWIEDZIELI PO MECZU:

Michał Spychała (trener Znicza Basket): Utarło się, że każda drużyna przyjeżdża do Wrocławia po najniższy wymiar kary, nie ukrywam, że po naszych ostatnich meczach oraz sytuacji w tabeli również można było mieć podobne przypuszczenie. Powiedziałem chłopakom w szatni, że nie wymagam od nich cudów, chciałem jednak, aby zagrali z charakterem i stabilnie. Ten mecz był dla nas wielkim świętem koszykówki. Fajnie, że zaprezentowaliśmy się z dobrej strony. Generalnie powinienem się cieszyć, bo wygraliśmy zbiórkę, nieznacznie przegraliśmy mecz, ale bardzo martwi mnie strata kolejnego zawodnika przed bardzo ważnymi meczami. Wtedy byłbym na pewno bardziej szczęśliwy. Mam nadzieję, że niektórych miło zaskoczyliśmy. Mogę być tylko zły na zespół z jednego powodu. Szkoda, że nie zawsze potrafimy się tak zmobilizować do spotkania, bo Święta Wojna nie jest co kolejkę.

Tomasz Janowski (trener Śląska Wrocław): Czapki z głów przed zespołem z Pruszkowa. Ten zespół jako jedyny od października podjął z nami walkę we Wrocławiu. Rywale byli dobrze przygotowani do tego spotkania, umiejętnie bronili naszych zagrywek. Zwycięstwo mojego zespołu cieszy, ale gra już nie. Nie jest to wytłumaczeniem, ale sytuacja w tabeli też nie ułatwia nam pracy, bo nie czujemy oddechu konkurencji.

Dominik Czubek (Znicz Basket): Daliśmy z siebie wszystko, ale najważniejsze jest to, abyśmy ten charakter grania przenieśli na kolejne spotkania. Dla nas znacznie ważniejsze będą kolejne spotkania. Śląsk nie zagrał słabo, zagrał tak, jak my mu na to pozwoliliśmy. Cieszy, że przed od początku do końca zagraliśmy na podobnym poziomie.

Marcin Flieger (Śląsk Wrocław): W pierwszej połowie nie radziliśmy sobie w grze jeden na jeden. Praktycznie przez cały mecz nie złapaliśmy właściwego rytmu. Na całe szczęście w końcówce trafiliśmy ważne rzuty, dzięki czemu wygraliśmy. Ogólnie ten mecz w naszym wykonaniu był bardzo słaby.